wtorek, 12 marca 2013

Żele do mycia twarzy Tołpa - dermo Face strefa T oraz dermo men -RECENZJE

Kochani pamiętacie jaką mega paczkę dostałam od firmy Tołpa ze swoim i mojego męża programem pielęgnacji.
Dziś po kilku tygodniowych testach czas na recenzje naszych żeli do mycia twarzy:
Tołpa dermo men energizujący żel do mycia twarzy
Tołpa dermo face strefa T matujący żel do mycia  twarzy 




Tołpa dermo men energizujący żel do mycia twarzy



Żel do mycia Tołpa dermo men ma bardzo przyjemny świeży zapach mięty. Doskonale się pieni i oczyszcza męską skórę. Mimo zawartości mięty nie szczypie w oczy. Żel nie wysusza skóry, nie powoduje podrażnień i nie daje uczucia ściągnięcia skóry.


Zapach mięty pobudza przy porannej toalecie.
Żel delikatnie matuje skórę oraz oczyszcza skórę w widoczny sposób - mniej wągrów.

Pojemność 150 ml spokojnie starcza na 1,5 miesiąca 




Tajemnicze składniki żelu dla mężczyzn:



Konsystencja idealna i kolor przeźroczysty.

















Tołpa dermo face strefa T matujący żel do mycia  twarzy 



Żel dermo face strefa T to idealny żel do mycia twarzy dla mnie. Mam cerę mieszaną a więc policzki dość często przesuszone a za to broda, nos i czoło często się świecą.


Bardzo lubię matujące żele, które nie ściągają skóry. Niestety ten żel delikatnie ściąga mi skórę i muszę po umyciu szybko przetrzeć ją jeszcze płynem micelarnym. 
Mam wrażenie, że też za mocno wysusza skórę, dlatego używam go zamiennie z innymi żelami.



Żel zamknięty jest w 150 ml miękką tubę, którą można postawić dzięki temu żel ładnie spływa.
Konsystencja żelu jest idealna, kolor taki herbaciany.
Mi przeszkadza zapach. trudno mi go określić ale jakoś nie przepadam za nim. Przy myciu twarzy zapach kosmetyku jest dla mnie waży bo jednak go zawsze czy chcę czy nie chcę wącham.
Żel pieni się bardzo dobrze, świetnie zmywa nawet wodoodporny makijaż bez podrażniania oczy. Jednak zmywanie go jest dość trudne. Mam wrażenie, że zbyt mocno przylega do twarzy. Najchętniej go używam pod prysznicem wtedy łatwiej mi go zmyć z całej twarzy. 



Kolor i konsystencja (jasno herbaciany kolor a konsystencja idealna)




Jakie są Wasze ulubione żele do mycia twarzy???


Kosmetyk do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.


poniedziałek, 11 marca 2013

Szklany pilnik Donegal - recenzja

Jakiś czas temu w ramach Klubu Kejt otrzymałam do testów 3 produkty firmy Donegal.
Prezentowałam już lakier do paznokci a teraz przyszedł czas na szklany pilnik. 


Miałam już kilka szklanych pilników i byłam z nich bardzo zadowolona i na inne nawet nie zwracałam uwagi.
Kiedy zobaczyłam ten z Donegala zaskoczyła mnie jego wielkość 14,5 cm. Jest bardzo duży ale mimo to niezwykle poręczny. Dzięki swojej wielkości łatwo trzyma się go w ręku i nim manewruje.
Ja swoje paznokcie piłuję na prosto i tu spisuje się genialnie.




Pilnik jest łagodnie zakończony więc nie ma obawy, że się nim skaleczę.
Pilnik ma malutkie drobinki piłujące, które nie szarpią paznokcia, nie powodują że paznokieć jest chropowaty. Jasna część służy do spiłowywania paznokcia natomiast zielono-żółta do polerowania.



Pilnik jest łatwo utrzymać w czystości. Po skończonym manikiur wystarczy go przepłukać pod bieżącą wodą i wytrzeć ręcznikiem albo pozostawić do wyschnięcia.
Odkąd ten pilniczek znalazł się w moim posiadaniu jest to mój najlepszy szklany pilnik.



Lubicie szklane pilniki??? Macie swoich faworytów???



Kosmetyk do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.

niedziela, 10 marca 2013

Termoaktywne serum wyszczuplające EVELINE 3D slim - TESTY Z MALINĄ - RECENZJA

Dziś jeszcze na koniec tego weekendu u nas niestety chorobowego chcę Wam powiedzieć kilka słów o Termoaktywnym serum wyszczuplającym ANTYCELLULIT.
Jest to kolejny kosmetyk, który przetestowałam dzięki przynależności do Klubu Maliny.



Od jakiegoś czasu mocno się wzięłam za swoją figurę. Jak sobie pomyślę, że ważyłam już ponad 60 kg aż mnie trzęsie. Aktualnie zbliżam się do wymarzonej 50 (jeszcze 2,5 kg).
Oczywiście aby skóra pięknie się "kurczyła" niezbędne są kosmetyki wyszczuplające.
Dlatego Malinowe testy bardzo mi podpasowały.


TRZYSTOPNIOWA KURACJA WYSZCZUPLAJĄCA:
*  stymulacja procesu spalania tkanki tłuszczowej
* zwalczanie cellulitu
* wysmuklanie sylwetki



ZASTOSOWANIE:
osobiście nie mam czasu aby wsmarowywać preparat 2 x dziennie - stosuję serum raz dziennie.


Zanim zaczęłam stosować preparat przeczytałam o nim kila opinii. Któraś z blogerek napisała, że mocno rozgrzewa - byłam bardzo ciekawa tego efektu.
Zaczęłam rozsmarowywać serum najpierw na uda, pośladki, brzuch i o dziwo nic nie czułam. Już sobie myślałam, no nieźle jak zwykle na mnie nic nie działa tak jak powinno.
I nagle poczułam mega ogień na ciele. Na prawdę osoby o wrażliwym ciele nie powinny używać tego preparatu. Przez dobre 20 minut nie wiedziałam co się dzieje z moim ciałem - po prostu płonęło żywym ogniem a ja na golasa latałam po domu przerażona czy przypadkiem nic mi się nie stanie.
Po czasie efekt "palącego żaru" ustawał a ja dochodziłam do siebie.



Powiem szczerze, że zanim drugi raz zastosowałam serum musiałam do tego "dojrzeć". Za drugim razem już nie było tak ekstremalnych przeżyć a co kolejne użycie było coraz przyjemniej.
Oczywiście nie mogłam oprzeć się i po prostu musiałam nim wysmarować mojego męża - uwierzcie ledwo uszłam życiu - myślałam, że mnie rozszarpie heheh ale ubaw miałam jak małe dziecko.


A teraz przejdę do właściwej recenzji ;-)
Serum ma biały kolor, bardzo wygodne miękkie opakowanie, ma ciekawy zapach -  dość świeży i jakby cytrusowy i dobrze się wchłania. Nie pozostawia na skórze nieprzyjemnego uczucia tłustej skóry - uwielbiam je za to.
Po około 2 tygodniach regularnego stosowania skóra jest bardzo napięta i sprężysta. Na pewno nie jest to cudotwórczy preparat i nie zmniejszy mi w tali o 10 cm nadmiaru tkanki tłuszczowej ale na pewno poprawia ukrwienie skóry. Dodatkowo te efekty ciepła mam wrażenie, że właśnie stapiają tą tkankę tłuszczową i ułatwiają jej rozbijanie.
Ja przed każdym użyciem jestem podekscytowana z racji tego ciepła.
Mimo strasznego początku bardzo lubię używać tego serum i na pewno wypróbuję inne wyszczuplające specyfiki od Eveline.



Kosmetyk do testów otrzymałam dzięki przynależności do Klubu Maliny



Wibo/Lovely testy porównawcze tuszów do rzęs


Dziś przychodzę do Was aż z 3 maskarami. Ostatnio przybyło mi ich dość sporo - właściwie do wyboru do koloru i to w dosłownym znaczeniu. Oglądając tusze na półkach sklepowych coraz częściej przeważają kolorki a  nie czerń.
Wracając do moich maskar, przez ostatnie 3 tygodnie testowałam poniższe tusze. Po tygodniu na jedną. W czasie testów zwracałam uwagę na wygodę malowania, trwałość i zmywanie oraz na wiele innych czynników.
Jesteście ciekawe, który tusz wypadł wg mnie najlepiej???
Zapraszam do dalszego czytania.




Szczoteczki:


Każda inna.
Ta z Wibo wygięta i układa się w sprężynkę. Po kilku próbach doskonale się nią maluje.
Duża od różowej Lovely ma bardzo cieniutkie włosie układające się pod różnym kontem, jest bardzo duża. Ja nie potrafię nią umalować rzęs bez pobrudzenia powieki.
I ostatnia pomarańczowa od Lovely silikonowa, niezwykle sprężysta, dobrze się nią manewruje.



LOVELY FALSE LASHES

Bardzo ładnie prezentuje się ta maskara. To mój pierwszy różowy tusz do rzęs.
Szczoteczka niestety już wizualnie nie przypadła mi do gustu - zdecydowanie za duża.
Niby powinno się nią malować dość wygodnie bo włosie miękkie, ułożone pod wieloma kontami i dzięki temu powinna rozdzielać ładnie rzęsy. Jednak ja mam dość krótkie rzęsy i jak chcę je pokryć tuszem od samej nasady niestety kończy się na tym, że brudzę sobie powieki.



Szczoteczka nabiera odpowiednią ilość tuszu. Przy jednej warstwie nawet zbyt mocno nie skleja rzęs, przy dwóch już wygląda to nieco gorzej.
Tusz na rzęsach utrzymuje się cały dzień, nie osypuje się nie roluje. Tu maskara spisuje się świetnie. Do tego zmywa się rewelacyjnie, już za pomocą samego żelu do mycia twarzy.



A tak wygląda tusz na moich rzęsach:


Podsumowując, tusz nie jest najgorszy ale niestety spodziewałam się po nim dużo więcej. A o efekcie sztucznych rzęs jeśli ktoś ma słabe i rzadkie rzęsy można pomarzyć.
Moja ocena to 3,5 / 5.




WIBO XXL LIFT LASH VOLUME

Bardzo ciekawa maskara od Lovely. Opakowanie charakterystyczne a szczoteczka intrygująca.
Szczerze zawsze unikałam wygiętych szczoteczek jakoś obawiałam się jak "czymś takim" można malować rzęsy. I to był mój błąd. Po kilku próbach dość szybko opanowałam i pojęłam działanie tak wyprofilowanej szczoteczki i okazało się, że malowanie nią rzęs to niezwykła wygoda.




Szczoteczka idealnie dopasowuje się do linii mojego oka. Dzięki temu jednym pociągnięciem maluję całe oko. Malowanie dolnych rzęs też jest banalnie proste.
Szczoteczka nie jest ani za duża ani za mała - dla mnie idealna.
Na początku trochę sklejał mi ten tusz rzęsy w tym momencie opanowałam jak manewrować tą szczoteczką i efekty są zadowalające.
Nawet przy dwóch warstwach rzęsy są ładnie rozczesane.
Szczoteczka nabiera odpowiednia ilość tuszu. 
Po całym dniu nie widać aby coś się rolowało czy osypywało.
Zmywanie tuszu też jest bezproblemowe. Wystarczy żel do mycia twarzy.


A tak prezentuje się tuz na moich rzęsach:


Niebieski tusz Wibo z całej trójki najbardziej mi odpowiada i używam go najchętniej. W szybki sposób mogę dzięki niemu wykonać codzienny makijaż.
Po dwóch warstwach mam na prawdę rzęsy XXL.
Moja ocena to 5/5.



LOVELY VOLUME BOOSTER

Ostatnia maskarą jaką miałam możliwość przetestować jest pomarańczowa z firmy Lovely.
Maskara ma silikonową, bardzo elastyczną szczoteczkę. Niestety szczoteczka nie nabiera za dużo tuszu, jest bardzo sucha. Malowanie taką suchą szczoteczką jest bardzo trudne, trzeba nakładać wiele warstw, po jednej prawie nic nie widać. 



Kiedy maluję rzęsy kolejną warstwą tusz bardzo się skleja i nie wygląda to ładnie. Do tego na koniuszkach powstają grudki, które po godzinie, dwóch się ścierają.
Po całym dniu w pracy wracam z "gołymi" rzęsami. Bardzo mnie zawiódł ten tusz. Niechętnie po niego sięgam. Zmywa się dobrze bo właściwie nie ma co zmywać wieczorem.



A tak wyglądają moje rzęsy z tym tuszem:


Niestety ten pomarańczowy tusz wypadł najsłabiej z całej trójki. Mi nie odpowiada, ale moja siostra bardzo go sobie upodobała. Ma inną budowę rzęs i u niej się tak nie wyciera tusz szybko jak u mnie.
Ja go oceniam na 3/5.



Kosmetyki do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.

sobota, 9 marca 2013

SYLVECO rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu - TESTY Z MALINĄ -RECENZJA

Jakiś czas temu zapisałam się do Malinowego Klubu. 
Później zgłosiłam się do testów i Malina wybrała dla mnie zestaw składający się miedzy innymi z pomadki.
Jako, że jestem maniaczką zdrowych ust bardzo się ucieszyłam, że będę mogła wypróbować pomadkę nieznanej mi firmy jak również z naturalnych składników.



Pomadka zamknięta jest w kartonowe pudełeczko na którym można znaleźć najważniejsze informacje o produkcie.
Dla mnie bardzo ważne było, że pomadka będzie chronić moje usta zarówno przed słońcem, wiatrem jak i mrozem.


Na opakowaniu podany mamy skład pomadki jak również opis składników znajdujących się w składzie pomadki.



Z opakowania można dowiedzieć się co to jest rokitnik zwyczajny jak również jakie ma zastosowania w medycynie i kosmetologii.




Sama pomadka ma bardzo ładne plastykowe, typowe opakowanie. Wykręca się łatwo i aplikuje bezproblemowo.



Kolor pomadki wskazuje na zawartość wosku pszczelego jak i cynamonu. Zapach jest bardzo delikatny. Nie jest to ostry zapach cynamonu tylko połączenie cynamonu własnie z miodem.
Smak ma też jakby taki "miodkowy" bardzo przyjemny.
Bardzo duża ilość naturalnych olejków i substancji sprawia, że skóra na ustach jest niezwykle miękka.
Ja najbardziej lubię nałożyć sobie grubszą warstwę pomadki na noc. Nie wiem czy też tak macie ale nocą strasznie mi wysuszają się usta.
Pomadka dobrze chroni przed popękaniami co niestety zimą często się zdarza. Nakładam pomadkę również pod szminkę. Łanie je wygładza, nawilża i tworzy idealny podkład pod szminkę.


Jedynie trzeba uważać aby pomadki nie przechowywać w kieszeni i innych ciepłych miejscach bo ma tendencję rozpuszczania się. Ja ją trzymam w lodówce ewentualnie na parapecie.
Również w rączkach małego dziecka trzeba mieć ją na oku bo łatwo się łamie.



Jeśli lubicie miodki i taka konsystencja - lekko tłustawa - nie przeszkadza Wam na ustach to polecam serdecznie tą pomadeczkę.
Bardzo dobrze sprawdza się w trudnych warunkach atmosferycznych. Obietnice producenta co do nie pękania ust w moim przypadku się spełniła. Jak stosują ją regularnie moje usta są nawilżone, zadbane, miękkie i nie pojawiają się na nich "pozadzierane" skórki. 
Konsystencja  jest lekko tłustawa mogłabym nazwać wazelinowa. Mi ona nie przeszkadza ale moja siostra nie jest w stanie używać tej pomadki.

Lubicie pomadki z naturalnymi składnikami???


Produkt do testów otrzymałam dzięki przynależności do Klubu Maliny.


Kolagenowe płatki pod oczy PUREDERM -RECENZJA

 Witajcie kochane. Oczywiście już chyba tradycyjnie będę się tłumaczyć, że w tygodniu nie mam czasu dosłownie na nic. Troje dzieci i 8-10 h w pracy powoli mnie wykańcza. Ciągłe nie śpię bo przecież muszę zrobić w domu to co do tej pory plus praca.
Przyglądając się ostatnio swojej twarzy stwierdziłam, że dość mocno mam podkrążone oczy. Postanowiłam przyjść im z ratunkiem i zdecydowałam się na kolagenowe płatki bawełniane pod oczy.
Trafiłam na promocję w Hebe i 30 sztuk a więc na 15 użyć zakupiłam za 10 zł.


Opis producenta 



Płatki zamknięte są w foliowym woreczku. Poukładane są po 15 w dwóch kupkach. Trzeba uważać jak się wyjmuje bo są posklejane oraz należy dokładnie zamknąć opakowanie aby nie wyschły.



 Tak wygląda pojedynczy płatek.
 Jest dość cienki ale nie rozrywa się. Łatwo go nakłada się na twarz. Po nałożeniu jest zimny i jest to mało przyjemne. Utrzymuje się na twarzy nie spada przez te 15-20 minut można je mieć na oczach i nie trzeba pozostawać w bezruchu.



Tak płatki prezentują się na twarzy:




RECENZJA:
Płatki nasączone są kolagenem witaminą E i ekstraktem z Zielonej Herbaty. Wszystkie te składniki w czasie aplikacji wchłaniają się w skórę. Skóra pod oczami staje się nawilżana - odczuwalne jest to już w czasie kiedy mam płatki na twarzy jak również po ich zdjęciu. Skóra jest miększa i delikatniejsza. Jednak nie zauważyłam żeby trwało to zbyt długo. Musiałabym chyba je nakładać codziennie bo raz czy dwa na tydzień to wg mnie za mało no chyba że moja skóra pod oczami jest strasznie wymagająca.
Płatki są łatwe w użyciu jednak nie zawsze mam  te 15 minut czasu na taką pielęgnację i niestety brak regularności skutkuje tym, że zamiast przeciwdziałać sińcom pod oczami tylko je maskuję korektorem.
Wracając jeszcze do omawianych płatków to mam małe doświadczenie w tego typu specyfikach jednak mam mieszane uczucia co do ich właściwości. Niestety po ich zastosowaniu na chwilę mam mniej spuchnięte oczy a później znowu wory.

Może polecicie mi jakieś sprawdzone płatki pod oczy??? A może aby nawilżenie było długotrwałe na prawdę trzeba ich używać częściej???

poniedziałek, 4 marca 2013

DENKO - luty

I przyszła pora na kolejne Denko.
Oczywiście jak zwykle nie udało mi się zebrać wszystkich wykończonych produktów bo odruchowo lądują w koszu. Ale i tak jest tego co nie co.



1.  Na pierwszy rzut idzie farba do włosów GARNIER Color Naturals Creme (około 10-12 zł) jak dla mnie mega pomyłka. Kolor jaki sobie wybrałam to jasny blond. Wcześniej miałam naturalny blond z Joanny a po tej farbie z Garniera zamiast mieć włosy o ton jaśniejsze mam o 2 tony ciemniejsze a na dodatek po 2 tygodniach od farbowania kolor zmywając się stawał się coraz bardziej RUDY !!! - na pewno już jej nigdy nie kupię

2. Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających Green Pharmacy. Mam kilka produktów z tej firmy  i byłam mega pozytywnie nastawiona do tego szamponu. Jednak mój entuzjazm szybko opadł kiedy nie była w stanie rozczesać włosów. I kolejna sprawa wcale nie powoduje u mnie mniejszego przetłuszczania. Szampon nie dla mnie.

3. Kąpielowy olejek 2 w 1 Green Pharmacy Cedr i Cyprys. Mój najlepszy olejek. Obszerną recenzję możecie przeczytać TU. Na pewno kupię i inne wersje tego olejku.

4. Po tą pozycją kryje się Krem pod pieluszkę. Genialny kremik od Cutis Help mimi. Fajna konsystencja nie ciężka i rewelacyjnie chronił skórę przed odparzeniami. Córka już odpieluchowana więc i kremik nie potrzebny. Jenak zapraszam do poczytania poczytania recenzji TU.

5. I kolejny produkt od Cutis Help mimi krem do twarzy i ciała EGZEMA. Ciekawy krem na suchą skórę ale i dobry na wiatr. Na pewno zakupię jeszcze jedno opakowanie. Recenzja TUTAJ.

6. i 7. To moje ukochane kremy z Eveline. Mają dość rzadką konsystencję, dobrze się wchłaniają i nawilżają a do tego tanie jak barszcz.

8. i 9. Zmywacze do paznokci. Nie wiem czemu ale strasznie dużo ich zużywam. Jeden z Venity - recenzję o nim już zamieszczałam na blogu. Drugi z Essence - ładny zapach, dość dobry i tani. Na pewno zakupię jeszcze nie raz.

10. Mydełko z Tołpy. Bardzo fajny produkt jednak z racji swojej formy szybko się skończył. Niestety dwa razy zostało zatopione w wanience i rozmiękło. Chyba nie dla mnie taka forma środka myjącego. Do poczytania recenzji mydełka zapraszam TU.

11.  Maseczka Ziaja NUNO. Dla mnie fenomenalna maseczka z gliną. starcza na długo a kosztuje około 5 zł. Na 100% kupię kolejne opakowanie.

12. Moja ulubiona kulka. Mam już kolejną.

13. Krem matujący nawilżający na dzień i noc z kwasem hialuronowym. Mi bardzo odpowiada ale z zakupem się wstrzymam bo mam mega zapas kremów do twarzy zapewne na rok mi starczy ten zapas ;-)

14.  Krem do biustu z Farmony Nivelazion. Poprawia wygląd, napina i wygładza skórę piersi. Jednak nie czyni cudów więc szukam dalej lepszego środka na podniesienie biustu ;-)


A jak Wasze lutowe denka??? Może zużyłyście podobne produkty???

niedziela, 3 marca 2013

TOŁPA dermo intima, neutralny płyn do higieny intymnej - RECENZJA

Niestety ten tydzień był dla mnie mega ciężki i dlatego brak wpisów na blogu - 50 godzin w pracy, plus ciągłe spięcia z teściową a na dodatek jestem w mega stresie - moje najmłodsze dziecię ma jutro debiut w przedszkolu. Kochane trzymajcie kciuki.

Na dodatek ten niedzielny poranek - miał być mega słoneczny - a jest jak zawsze szaro, buro i ponuro.
Ale dosyć smutków bo chcę Wam zaprezentować kolejny produkt Tołpy z mojego planu pielęgnacji.
Bałam się tego produkty ponieważ moje sfery intymne nie lubią eksperymentów jeśli chodzi o mycie.
Chcecie wiedzieć czy warto było spróbować??? 



Od producenta:

Delikatnie myje i łagodzi podrażnienia skóry okolic intymnych. Przywraca fizjologiczne pH i utrzymuje naturalną barierę ochronną. Zmniejsza ryzyko wystąpienia infekcji i odparzeń. Wspomaga odbudowę naturalnej flory bakteryjnej. Nawilża i przywraca komfort. Pozostawia uczucie czystości i świeżości.
Sposób użycia
niewielką ilość płynu rozprowadź na zwilżonej skórze i umyj okolice intymne, następnie spłucz wodą. Stosuj wyłącznie do użytku zewnętrznego.

mamy na to dowody*
- łagodzi podrażnienia i nawilża
- chroni przed infekcjami i odparzeniami
- przywraca równowagę fizjologiczną

*badania dermatologiczne na grupie 30 kobiet

małe wielkie składniki

torf tołpa.®, wyciąg z białej herbaty, kwas mlekowy, mleczan sodu, nawilżający kompleks Ecodermine®

otrzymał pozytywną opinię specjalistów z zakresu dermatologii i ginekologii






Płyn do higieny intymnej ma naturalne Ph 5,5 i jest przeznaczony do skóry wrażliwej z podrażnieniami i skłonnej do alergii. Opis rewelacyjnie pasuje do mojej skóry okolic intymnych więc moje obawy troszkę zmalały.
Uwielbiam płyny z pompką. Dla mnie to mega higieniczne i niezwykle wygodne. Dlatego i w tej kwestii płyn z Tołpy bardzo mi odpowiada.


Żel ma herbaciany kolor i dość rzadką konsystencję jednak na tyle odpowiednią, że dobrze się rozprowadza po skórze i nie ścieka. Pieni się doskonale ale i łatwo spłukuje. Nie powoduje pieczenia, szczypania na prawdę jest bardzo delikatny. Nawet na podrażnienia się sprawdza, ponieważ łagodzi je i daje poczucie komfortu.


Neutralny płyn pozostawia skórę odświeżoną i doskonale nawilżoną na cały dzień. Jest to dla mnie niezwykle ważne. Nie lubię kiedy w połowie dnia czuję się jakbym byłą "brudna" co niestety zdarzało się przy innych płynach. W przypadku płynu Tołpa dermo intima czuję się cały dzień niezwykle komfortowo.


Pojemność płynu to 195 ml. Używam go codziennie od miesiąca i stwierdzam, że jest niezwykle wydajny. Niewielka ilość - jedno naciśnięcie pompki wystarcza do doskonałego umycia sfer intymnych.


Płyn ma bardzo przyjemny zapach. Jest on dość subtelny i utrzymuje się na ciele przez cały dzień. To kolejny plus płynu. U mnie w tym momencie to najlepszy płyn do higieny intymnej.
Odkąd go używam nie mam problemów z pieczeniem i swędzeniem części intymnych ciała. Czuję się niezwykle świeżo i komfortowo przez cały dzień. Przez wiele lat używałam Lactacydu bo jako jedyny odpowiadał mojemu ciału. Jednak z roku na rok moje ciało się zmienia i jego potrzeby również.
Na pewno pozostanę mu wierna. Znalazłam swój ideał.




Kosmetyk do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.


A Wy znalazłyście swój idealny płyn do higieny intymnej???